Podróż · marzec 2009
Relacja z Chin (2009)
W marcu 2009r pojechałam do Chin wraz z pięcioma osobami, które podobnie jak ja ćwiczą chen taiji. Chciałam poczuć i zobaczyć legendarne miejsca związane z chińskim kung-fu.
Pekin
Pekin przywitał nas słoneczną pogodą, wiejące wiatry chyba wydmuchały panujący tu smog. Przemykając między napierającymi samochodami, wprost z gwarnej ulicy, wchodzimy w sferę spokojnej przestrzeni. To świątynia konfucjańska, wzniesiona na początku XIV wieku. Konfucjanizm wywyższył prawo moralne, rytuały, hierarchiczne społeczeństwo. Jednostce zaś niewiele pozostawił miejsca. Na uwagę zasługują leciwe cyprysy. Niektóre mają 700 lat.
Późny posiłek jest ucztą dla podniebienia. Dużo ludzi - znaczy dobra kuchnia. W knajpce wcale niewyszukanej, z ceratą w kwiatki na stołach, rzeczy dzieją się zwyczajne; kucharz gołymi rękami wybiera, co większe sztuki ryb z akwarium, by zniknąć z jedną z nich w kuchni, młodziutki kelner wrzuca niedbale na stół talerze pełne jedzenia, w tym samym czasie donośnie rozmawia przez komórkę.
Późnym wieczorem zwiedzamy hutongi. To stara, tradycyjna zabudowa parterowych budynków, przytulonych do siebie. Wąskie, nawet bardzo, uliczki, warsztaty, kramy, maleńkie knajpki. Jest bezpiecznie, choć wchodzimy w słabo oświetlone zaułki. Wałęsamy się po tych reliktach przeszłości, które nadal żyją, a które prawdopodobnie znikną z mapy Pekinu, ustępując miejsca nowoczesnym apartamentowcom. Jest już całkiem późno, gdy w ten pierwszy wieczór w Chinach zostaję z kolegą na dworze, by poćwiczyć.
Następnego dnia zwiedzamy Zakazane Miasto, rezydencję cesarską, a razem z nami morze turystów. Budynki zamknięte dla zwiedzających, wnętrza prawie puste. Rewolucja kulturalna wymiotła zabytki. Idziemy w stronę Węglowych Wzgórz, z których roztacza się imponujący widok na dachy Zakazanego Miasta, Świątynię Białego Obłoku. Parki tętnią życiem; grupy ludzi śpiewają, grają na tradycyjnych instrumentach, gimnastykują się, tańczą etc.
- Świątynia konfucjańska
- Świątynia konfucjańska
- Wejście do świątyni konfucjańskiej
- 700-letni cyprys przy świątyni konfucjańskiej
- Hutongi w Pekinie
- Nowoczesny Pekin
- Nowoczesny Pekin
- Przydrożne stragany
- Bramy w parku w Pekinie
- Wejście do Zakazanego Miasta
- Zakazane Miasto
- Na terenie Zakazanego Miasta
- Zakazane Miasto – pałac cesarski
Shaolin
Legendarny Shaolin
To tutaj doszło w VII wieku do połączenia buddyzmu i kung-fu. Zespół klasztorny jest położony przy wzgórzu Song Shan. Tu, w głównej sali klasztoru, wiele pokoleń mnichów wyżłobiło zagłębienia w posadzce, ćwicząc sztuki walki. Tu znajduje się głaz z widocznym wizerunkiem postaci, z jaskini, w której przez 9 lat medytował Bodhidharma. I bardzo znany fresk przedstawiający walczących mnichów. Obok nas fala turystów, błyskają flesze, krzyczą oprowadzacze niezliczonej ilości grup. Chcesz uderzyć w dzwon - zapłać. Urywam się z kolegą pilnującemu nas przewodnikowi. Odkrywamy ciche korytarze łączące poszczególne pawilony. Obok klasztoru Las Pagód – to cmentarz mnichów, a grobowce to małe pagody, im wyższa tym bardziej zasłużony był tu chowany. Na horyzoncie góry. Obejrzymy też pokaz mnichów prezentujących swoje umiejętności. Na przedprożu tego ogromnego obszaru klasztornego znajdują się sklepy z najczęściej tandetnymi akcesoriami do sztuk walki i przeróżnymi ozdobami. Towarzyszy temu wrzaskliwa muzyka.
Odwiedzamy tez niedaleki klasztor żeński, położony u podnóża góry. Wnętrza klasztoru zwiedzać nie możemy, zostaliśmy tam natomiast na posiłek wegetariański. Śliczne mniszki serwują wybornie przyrządzone warzywa i herbatę z tutejszych zbiorów.
- Klasztor Shaolin
- Teren klasztoru Shaolin
- Teren klasztoru Shaolin
- Las Pagód w Shaolin
- Las Pagód w Shaolin
- Klasztor żeński w pobliżu Shaolin
- Nasza grupa w klasztorze Shaolin
Chenjiagou
żywa legenda taijiquan
Niedaleko od Shaolin znajduje się wioska Chenjiagou - żywa legenda taijiquan. Po małych przygodach przyjeżdżamy do wioski późnym wieczorem. Kwaterujemy się w hotelu szkoły, zimna kolacja na stołówce, a rano oprowadzono nas po historycznych miejscach rodziny Chen. Oczywiście odwiedziliśmy dom Chen Dehu, u którego pracował Yang Luchan i miejsce gdzie podglądał treningi prowadzone przez Chen Changsinga. Odbyła się ceremonia KouTtou. Nauczyciele chińscy są wdzięczni osobom organizującym dla nich seminaria na zachodzie, gdzie mogą dzielić się swa wiedzą.
Od rana bierzemy udział w treningach z wielkim mistrzem Chen Xiaowangiem. Grupa jest spora, skład międzynarodowy. Nikt nie marudzi z porannym wstaniem, gdyż wie, że z misek na stołówce szybko ulatnia się żywność. Lubię chińskie jedzenie, jadaliśmy w Chinach w różnych miejscach (nawet z ulicznych piecyków pyszne pierożki, placuszki), ale tu w Chenjiagou - powiem tak - jadłam, by przeżyć. Tu gotują uczniowie szkoły.
I tak sześć dni w Chenjiagou spędzaliśmy na treningach, miły, szczęśliwy czas. Któregoś dnia, idąc na śniadanie, zobaczyliśmy sympatycznego Amerykanina Johna, stojącego w pozycji zhan zhuang. Korekt udzielał mu sam wielki mistrz Chen Xiaoxing, który prowadzi szkołę w Chenjiagou i jest odpowiedzialny za szkolenie obecnej generacji mistrzów. Zapytaliśmy Johna, czy możemy się przyłączyć, powiedział, że wykupił lekcję, ale na pewno Chen Xiaoxing nie będzie miał nic przeciwko temu. Stanęłam w zhan zhuang. Mistrz, co jakiś czas podchodził i delikatnie, niezwykle precyzyjnie korygował. Ustawiała się doskonale wewnętrzna struktura, wzmacniała się qi. Dodam, że rok wcześniej miałam poważną kontuzję kolana, pewien chirurg doradzał artroskopię, ale nie zgodziłam się, ufając swemu doświadczeniu w taiji i wiedzy mistrzów tej sztuki. Wiedziałam, że muszę sięgnąć do podstaw praktyki, a najlepsze jest do tego zhan zhuang. Miałam wyjątkowe szczęście, że mistrz hojnie dzielił się swą wiedzą podczas owej godziny. Po drugim dniu korekt mistrza moje doświadczenie zwiększyło się zdecydowanie. Po raz pierwszy od roku mogłam na treningu form swobodnie zejść do niższych pozycji. Było więc o co walczyć.
Kończył się pobyt w szkole. Mieliśmy przed sobą jakiś plan dalszego zwiedzania nakreślony w Polsce, ale spotkaliśmy Chen Xiaoxinga i wszystko się zmieniło. Jest bardzo skromny i przystępny mimo bardzo wysokich kwalifikacji i uznania za wielkiego mistrza. Cechuje go bezpośrednie podejście do nauczania. Oferuje nierozcieńczone, nieskomercjalizowane szkolenie. Gdy mnie koryguje, doskonale wiem, o co mu chodzi i co to dla mnie znaczy. Te korekty dla mnie są bardzo przejrzyste i subtelne, a otwierają się nowe możliwości.
We czwórkę zostaliśmy w Chenjiagou, kupując lekcje u mistrza, koleżanki pojechały dalej zwiedzać zabytki i mieliśmy się wszyscy spotkać w Pekinie.
Szczęśliwa wyruszam z kolegami w dalszą drogę. Wybraliśmy się w góry Wudangshan. W Chinach często trzeba kupować bilety z wyprzedzeniem. My nie mieliśmy ani biletów na kierunek Wudang, ani też powrotnych do Pekinu, gdzie konkretnego dnia o konkretnej godzinie odlatuje nasz samolot. I przy pomocy uczynnych Chińczyków wszystko się udało. Zdarzyła się zabawna sytuacja. Na dworcu w jakimś mieście, kolega poszedł poszukać punktu wymiany pieniędzy. Nagle zrobił się szum, chińscy ludzie na siłę ciągną nas do autobusu, nie wiemy, o co chodzi, nikt nie mówi po angielsku. Konsternacja totalna, pokazują na migi, że to nasz autobus, ok., ale czwarty towarzysz podróży gdzieś się podział, a autobus gotowy do odjazdu. Decydujemy, że jedna osoba wysiądzie i poczeka na kolegę i gdzieś się spotkamy. Kompletny odjazd, wszyscy krzyczą i coś nam pokazują, autobus rusza. Dojechaliśmy na inne stanowisko na tym dworcu, po prostu.
- Szkoła Taiji w Chenjiagou
- Na terenie szkoły
- Stołówka w szkole
- Pokazy uczniów szkoły
- Uliczka w Chenjiagou
- Uliczka w Chenjiagou
- Trening z mistrzem Chen Xiaoxingiem
- Trening z mistrzem Chen Xiaoxingiem
- Wielki Mistrz Chen Xiaowang
- Dom w Chenjiagou
- Przekazanie wiedzy rodu Chen
Wudangshan
Ranek jest deszczowy i chłodny. Kupujemy bilety na kolejkę linową, wagoniki dwuosobowe. Różowe kwiaty magnolii obsypane śniegiem. Zimno i mglisto. Dalsza trasa na piechotę na szczyt góry po betonowych, zaśnieżonych schodach. Jest ich niezliczona ilość. Widoki tu zapierające dech w piersiach, ale znam je tylko z fotografii. A teraz – tajemniczy krajobraz, mgła spowija wszystko, jest trochę nierealnie. Coraz wyżej i wyżej przechodzimy przez kolejne bramy, wreszcie szczyt, a na nim taoistyczna świątynka. Pielgrzymi palą kadzidła, modlą się. Taoizm ukazuje harmonię świata w niezwalczających się, choć przeciwstawnych znakach yin-yang i działanie z naturalnym biegiem rzeczy – wu wei.
- Schody do klasztoru na górze Wudang
- Schody do świątyni na górze Wudang
- Śnieg w górach Wudang
- Świątynia na górze Wudang
- Wudang
- Żółw – symbol długowieczności
„
W tym ogromnym, coraz bardziej nowoczesnym państwie istnieje coś niezwykle cennego, niezmąconego i nierozcieńczonego. Jest nim sztuka taijichuan rodziny Chen. Istniała będzie dotąd, póki żyją mistrzowie uczący młode generacje mistrzów.
Czytaj także
Inne artykuły

Dary tai chi chuan dla człowieka

Moje wrażenia z seminarium z Chen Ying Junem






































